wtorek, 13 września 2016

Rozdział 1


Nic nie pamiętam. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Nie wiem kim jestem, skąd pochodzę, czy mam rodzinę... Coś odebrało mi wiedzę. Co się stało? Chciałabym poznać swoją przeszłość, jednak nie wiem jak mam się za to zabrać. Nie mam nikogo przy boku, kto byłby w stanie mi pomóc. Dlaczego jestem sama? Czy ktoś tak chciał?
Od roku czasu nie spotkałam żadnego człowieka. Długo, prawda? Momentami czuję się jak dzikuska, mieszkająca z dala od ludzi. Ona albo on... Nie pamiętam twarzy. Mniejsza o to. Ten ktoś kazał mi trzymać się z dala od innych. Dlaczego chciał, bym była samotna?
Pamiętam, że była wtedy ładna pogoda. Słońce ogrzewało moją delikatną skórę, a wiatr bezkarnie mierzwił mi włosy. Promienie słoneczne obudziły mnie. Powolutku podniosłam powieki, przyzwyczajając się do panującej na zewnątrz jasności. Nie rozumiałam, dlaczego znajdowałam się na zewnątrz. Szczerze mówiąc, byłam zagubiona. To chyba trafne określenie. Nie miałam zielonego pojęcia, co działo się wokół mnie, dlatego też z bojaźnią w oczach rozglądałam się dookoła. W końcu mój wzrok zatrzymał się na kimś...
Pamiętam, że ta osoba miała na głowie kaptur z czarnej peleryny, prawdopodobnie wykonanej z jedwabiu, ale to tylko przypuszczenia. Spod niego wychodziły długie, poplątane włosy, jakby właściciel przez długi czas ich nie czesał. Tęczówki postaci miały barwę czystego szmaragdu. Do tej pory pamiętam tą piękną zieleń, która pojawia się przed moimi oczami, gdy tylko je zamknę; nie wiem dlaczego, ale wtedy na moją twarz zawsze wstępuje uśmiech.
Mimo iż byłam zachwycona oczami osoby, bałam się jej. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że mam pustkę w głowie. Nie wiedziałam nawet, jak miałam na imię. Stojąca przede mną postać wydawała się obca. Nie rozpoznawałam w niej nikogo znajomego. Pustka w głowie powodowała narastającą ilość pytań, ale nie chciałam ich zadawać, myśląc, że nie powinnam tego robić.
Odruchowo cofnęłam się, kiedy dość szczupła dłoń wysunęła się w moją stronę. Zagryzłam wargę, by powstrzymać jej drżenie. Miałam ochotę zacząć płakać, choć wcale nie wiedziałam dlaczego. Chyba dostawałam ataku histerii.
— Nigdy nie zbliżaj się do ludzi — powiedział albo powiedziała. Brzmienie głosu uleciało mi z pamięci.
Drgnęłam.
— Dlaczego? — zapytałam, dygocząc ze strachu i podejrzliwie wpatrując się w zielone tęczówki.
Postać zamiast mi odpowiedzieć, uśmiechnęła się lekko. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ale jej uśmiech był... przyjazny.
— Nie zadawaj zbędnych pytań.
Chciałam zapytać, dlaczego „zbędnych”, ponieważ dla mnie było bardzo ważne, żeby usłyszeć odpowiedź. Chyba miałam prawo wiedzieć, co się ze mną działo.
— Dlaczego nic nie pamiętam? Kim jesteś?! — krzyknęłam, choć wcale tego nie planowałam. Miałam łzy w oczach. — Co się dzieje?
Nim doczekałam się odpowiedzi, minęło sporo czasu. Postać widocznie nie była zachwycona tym, że zadawałam tyle pytań. Co mogłam poradzić na to, że chciałam dowiedzieć się wszystkiego?
Miałam wrażenie, że z każdą kolejną minutą moje serce bije coraz szybciej, choć pewnie wcale tak nie było. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że zaciskałam pięści na garściach zebranej nie wiadomo kiedy ziemi, dopóki nie zaczęły boleć mnie palce. Rozluźniłam uścisk tak, że gleba wysypała się na ziemię.
— Najlepiej dla ciebie będzie, jeśli będziesz wiodła życie w samotności. — Usłyszałam. — No chyba że spotkasz kogoś, kto jest taki sam, jak ty.
Zmarszczyłam czoło. Taki sam, jak ja? Co to miało znaczyć?
Z trudem przełknęłam ślinę.
Wtedy osoba podeszła do mnie. Drgnęłam, ale nie ruszyłam się z miejsca. Cierpliwie, lecz ze strachem, czekałam na dalsze poczynania z jej strony. Gdy znalazła się jakiś krok ode mnie, wyciągnęła dłoń z naszyjnikiem. Nie miałam pojęcia, kiedy on znalazł się w jej dłoni, ponieważ nie zauważyłam, żeby w ogóle skądś go wzięła. Wyciągnęłam w jej kierunku drżącą rękę, a ona wręczyła mi wisiorek. Zamrugałam oczami.
— To twoje — powiedziała krótko, a po chwili dodała: — Poradzisz sobie. Wierzę w ciebie.
Postać zaczęła się oddalać. Ja natomiast nie byłam w stanie wykrztusić z siebie choćby słowa, mimo iż usilnie próbowałam. Moje próby kończyły się tylko na otwarciu ust.
— Tak w ogóle... — Uśmiechnęła się, odwracając w moją stronę. — Masz na imię Winter i masz piętnaście lat.
Nie odpowiedziałam, tylko tępym wzrokiem patrzyłam, jak ten ktoś znika za drzewami.
Tyle o sobie wiem. To, co postać powiedziała mi na odchodne. Dlaczego jej nie zatrzymałam, by poznać resztę rzeczy o sobie? Sama nie wiem. Szczerze powiedziawszy, to w tamtym momencie nawet o tym nie pomyślałam. Głupie, prawda? Człowiekowi przyjdzie na myśl, że coś można rozegrać inaczej, dopiero wtedy, gdy już jest zdecydowanie za późno.
Siedzę na grubej gałęzi jednego z drzew i wpatruję się w naszyjnik, który obracam w dłoniach, by obejrzeć go, po raz tysięczny, z każdej strony. To ten sam wisiorek, który dostałam rok temu od nieznanej osoby. To był mężczyzna, czy kobieta? Powinnam wywnioskować to po posturze ciała, jednak na obecną chwilę nie potrafię sobie jej przypomnieć.
Z łatwością otwieram pozłacaną zawieszkę w kształcie idealnego koła, na której powierzchni są wzorki przypominające kwiaty. Moim oczom ukazuje się mała fotografia — widziałam ją już tyle razy, że jej obraz bez problemu potrafię przywołać w pamięci bez najmniejszego trudu. Przedstawia dwójkę ludzi, mających około czterdziestu lat.
Kobieta na twarzy jest piękna. Nie ma żadnej zmarszczki, nie licząc wgłębień, które pojawiają się przy kącikach podniesionych w podkówkę ust. Jasne włosy ma związane w koka, także nie potrafię stwierdzić, czy są długie, czy też krótkie. Jest cała piękna, w najdrobniejszym detalu, a jej duże oczy, koloru pięknego błękitu, zachwycają.
Mężczyzna z kolei ma ostre rysy twarzy. Przez to wydawać się może, że jest surową osobą, jednak jego zielone oczy zdradzają, że wcale tak nie jest. Są łagodne i wydaje mi się, że patrzą z czułością. Człowiek ma jednodniowy zarost, a brązowe, przydługie włosy ułożone w niedbałą czuprynę, która powoduje, że z wyglądu wydaje się być młodszą osobą.
Kim są? Wmówiłam sobie, że to moi rodzice. Nie widzę innego wyjaśnienia, szczególnie że naszyjnik ponoć należy do mnie. Niestety nie wiem, jak wyglądam — jak do tej pory nie znalazłam żadnego lusterka, czy czegoś, w czym mogłabym się przyjrzeć — dlatego nie jestem w stanie doszukać się różnic, bądź podobieństw, pomiędzy mną, a nimi.
Ilekroć patrzę na zdjęcie, nie czuję nic. Dosłownie. Na początku myślałam, że może odniosę wrażenie, że w jakikolwiek sposób jestem związana z tymi osobami, ale nie. Są dla mnie obcy. Nawet jeśli w przeszłości byli dla mnie kimś bardzo ważnym, teraz są obojętni. Jedyne, co mnie zastanawia, to to, czy żyją. A jeśli nie? Nie rusza mnie to, choć w sumie to chciałabym ich poznać. Dowiedzieć się, czy rzeczywiście są moją rodziną, bądź kimś więcej...
Gdy robi mi się zimno, zdaję sobie sprawę z tego, że zaczyna wiać wiatr. No nieźle. Mam na sobie jedynie długie dżinsy z dziurami oraz czarny sweter, który jest ciut za duży, a na nim dosyć cienką kurtkę. No i czapkę, którą znalazłam w jej kieszeni. Moje buty to stare trampki, które przy każdym deszczu przemakają. Nic więcej nie mam. Muszę być zdana tylko i wyłącznie na siebie.
Zakładam naszyjnik, po czym zeskakuję z drzewa i zwinnie upadam na nogi. Chowam ręce do kieszeni spodni i idę dalej w nieznane. Denerwuję się, ponieważ jest mi coraz zimniej, a ja nie mam gdzie się podziać. Zaciskam w pięści zmarznięte dłonie, a twarz w części chowam w kołnierz okrycia.
Nie wiem jaka jest pora roku, lecz podejrzewam, że być może zbliża się zima. Liście już dawno opadły z drzew, a nocami jest tak bardzo zimno, że rano zawsze budzę się skostniała i zziębnięta. Ognisko jak widać nie starcza, jednak z drugiej strony jest pożyteczne, skoro nie ma się domu.
Kiedyś mieszkałam w jednej z opuszczonych chatek. Podczas pobytu w niej głównie zastanawiałam się nad sensem istnienia — nie wiem, co mi odbiło — gdy pewnego dnia w lesie wybuchł pożar, a moje małe mieszkanko spłonęło wraz z nim. Z jednej strony cieszę się, że uszłam z życiem. Z drugiej zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby umrzeć...
Nie chcę, żeby moje życie polegało na ciągłej ucieczce. Może wcale nie powinnam tego robić i zamieszkać wśród ludzi? Pewnie zrobiłabym to, gdyby nie postać, którą ujrzałam po przebudzeniu. Zabroniła mi tego, a ja wciąż nie wiem, dlaczego.
Czuję się zagubiona i czasami naprawdę nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Od roku z nikim nie rozmawiałam. Okropność. Czuję się jak dziwaczka, rozmawiająca ze sobą. Chyba zwariuję, jak w najbliższym czasie nikogo nie spotkam.
Na nos spada mi coś zimnego. W pierwszej chwili myślę, że to deszcz, jednak szybko orientuję się, że to nie to.
Śnieg.
Na moją twarz wstępuje wielki uśmiech. Nie panuję nad swoją radością. Ciekawe czy zawsze cieszę się na widok śniegu...
Obserwuję, jak białe płatki powoli zakrywają ziemię. Z czasem one same zamieniają się na grube i duże. Wyciągam rękę, by zobaczyć, jak na rękawie kurtki pojawiają się płateczki. Uśmiecham się jeszcze szerzej.
Zapewne widziałam to zjawisko już wiele razy, a czuję się tak, jakby był to pierwszy.
Nagle ogarnia mnie zmartwienie. Nadeszła zima, a ja nie mam, gdzie się podziać.
Znów to samo. Nie mam domu.
Czuję, że moja twarz przybiera smutny wyraz. Nie mam pojęcia, co ze sobą zrobię. Pewnie znów znajdę jakąś jaskinię, czy coś w tym stylu, bym miała, gdzie się schować. Czy boję się? Tak. Za każdym razem, gdy wchodzę do ciemnej pieczary, zastanawiam się, czy coś mnie nie zaatakuje. Na szczęście nie miałam jeszcze takiej sytuacji, ale to nie znaczy, że tak będzie zawsze... A mieszkać wciąż w tym samym miejscu nie chcę. Może przemieszczam się też z powodu tego, iż mam nadzieję, że natrafię na coś lepszego?
Zakładam na głowę kaptur. W tym momencie cieszę się, że jestem w ruchu, bo gdyby nie to, to pewnie już dawno bym zamarzła. Wyciągam dłonie z kieszeni, po czym chucham na nie, by mój ciepły oddech choć troszkę je ogrzał. Przez to czuję, jak bardzo mam skostniałe palce. Gdy nimi poruszam, mam wrażenie, że ich wcale nie posiadam.
Jakim cudem tak nagle mogło zrobić się tak zimno?
Wcześniej nie zastanawiałam się, co zrobię, jak nadejdzie zima. Wolę żyć teraźniejszością, także nie wybiegam w przyszłość. Uważam, że to nie ma sensu, szczególnie że różne rzeczy mogą mnie spotkać.
Idę ścieżką, która jest pokryta białym puchem. Z każdym kolejnym krokiem mam wrażenie, że moje trampki zdążyły już przemoknąć. Jak tak dalej pójdzie, znowu przeziębię się. Katar to najgorsze, co może istnieć. Jak do tej pory nie przydarzyło mi się nic innego, no czasami chore gardło, dlatego też zastanawiam się, czy to przez to, że mam szczęście. W sumie to nie wiem, co bym zrobiła, jeśli okaże się, że dolega mi coś innego. Może i nawet gorszego.
Rozglądam się na boki w poszukiwaniu miejsca, w którym mogłabym przenocować. Widzę tylko drzewa i to mnie martwi. Nie mam zamiaru spać na świeżym powietrzu, szczególnie że pada śnieg. Chyba zaczynam żałować, że postanowiłam opuścić jaskinię, którą nawet zdążyłam polubić. Co mnie tknęło, by to zrobić?!
Nie wiem, ile już idę, ale mam wrażenie, że bardzo długo. Może to przez moje przemęczenie? Ostatnimi czasy mam problemy z zaśnięciem, także nie sypiam tyle, ile powinnam. W dodatku nie jadam dużo, ponieważ o tej porze roku trudno coś upolować, czy znaleźć jagody, bądź cokolwiek innego.
W zadumie stawiam co kolejne kroki, a moje stopy pozostawiają ślady na śniegu, które z czasem zostają zakryte przez spadające z nieba białe płatki.
Podnoszę wzrok i co widzę? Dom. Początkowo mam wrażenie, że mam jakieś zwidy. Zamykam oczy, po czym ponownie je otwieram. Drewniany budynek nie znika. Czyżby los się do mnie uśmiechnął? Przechylam głowę na bok, by obejrzeć dom pod każdym kątem. Wydaje mi się, że jest opuszczony, jednak nigdy nic nie wiadomo. Gdyby moje przypuszczenia okazały się trafne, mogłabym w nim przesiedzieć zimę.
W końcu jakiś dom.
Jednak ktoś mnie kocha!
Hejo kochani! :3
I jak według Was zapowiada się historia? :D Jeśli chodzi o rozdział, to ja jestem zadowolona. Wiem, że jest trochę krótki, ale to, co wydarzy się później, postanowiłam zostawić na kolejny rozdział. Ktoś jest w tym domu, czy nie? No zobaczymy, zobaczymy. Mam nadzieję, że uda mi się Was zaskoczyć xD
Osobiście polubiłam Winter. A ma 16 lat tylko dlatego, że ja mam tyle, także będzie mi lepiej pisać xD
Chyba polubiłam pisanie w czasie teraźniejszym. Przyjemnie się pisze :D
Nie wiem co napisać, także na siłę nie będę próbowała. Kolejny rozdział pojawi się być może za 2 tygodnie.
Pozdrawiam cieplutko! xoxo :*
Maggie

7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Rozdział się bardzo przyjemnie czytało - sama się zastanawiam czy to rodzice Winter w tym naszyjniku ale podejrzewam że tak :D i kto będzie w Tym domu ? No zobaczymy! I co się wydarzyło rok wcześniej ? Pewnie wszystko w swoim czasie! Podoba mi się pomysł i historia :D
      Pozdrawiam i życzę dużo weny ! ^^

      Usuń
  2. Nie chce mi się znów przeglądać całego tekstu od nowa, ale jeden błąd szczególnie zapamiętałam: "ten piękny zieleń". Nie mam pojęcia, czy to słownik tak Ci podpowiedział, ale zieleń posiada rodzajnik "ta", więc powinno być "tą piękną zieleń", ale dzięki, "ten zieleń" mnie mega rozśmieszył xD
    Co do fabuły... Nadal niewiele wiemy. Była jakaś "postać", która kazała jej trzymać się z dala od innych, więc dziewczyna posłusznie przez rok żyje z dnia na dzień, bo tak trzeba, mimo iż nic nie pamięta i powinna być tym faktem przerażona, to jakoś jej to życie mija i jest super, ale właśnie teraz, po tym roku, zacznie się dziać coś łał... Jak dla mnie to nielogiczne, ale oki, Twoja wizja :3
    Co dalej...? Dom na pewno ma jakieś tajemnice, zobaczymy co tam znajdzie ^^
    Teraźniejszy do szlifowania ;) Wydaje się, że z tej perspektywy pisze się najłatwiej, ale nie ma nic bardziej mylnego :3 Nie wiem czy to zabieg świadomy, ale bohaterka jest chyba strasznie roztrzepana i ciągle o czymś myśli i myśli xD Tak jak pisałam, trza szlifować :)
    Może komentarz nie wygląda jakoś pozytywnie, ale i tak jestem ciekawa co dalej i oczywiście życzę mnóstwa weny i czasu! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia zapowiada się świetnie. Nie zabij mnie, ale początek znowu kojarzy mi się z pewną grą... Tym razem z "Remember Me". Tak się zastanawiam... czy to nie było tak, że ten dziwny człowiek z prologu wyczyścił pamięć Winter? Ja też ją polubiłam, jestem bardzo ciekawa jej dalszych przygód. Podejrzewam, że ludzie z naszyjnika to jej rodzice, ale wszystko przed nami, pewnie nie raz mnie zaskoczysz :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Cała historia zapowiada się bardzo ciekawie. Polubiłam Winter, jest ciekawą postacią :) Zaciekawił mnie ten dom, jestem strasznie ciekawa, co tam jest. I tak poczekam na następny rozdział, żeby nie robić aluzji xD
    Pozdrawiam i życzę dużo weny i czasu xxx
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem wiem wiem, ja i mój ogar mamy suuuuper zapłon! :D
    Wybaczysz nie?
    Dziś bardzo szybko, bo czas już mnie goni.

    Zapowiada się naprawdę ciekawie, szczerze to czuję taki niedosyt po tym rozdziale. Ale to raczej stała emocja podczas czytania u Ciebie, bo mogłabym czytać i czytać!
    Nie wiele nam narazie zdradzasz, ale to dobrze, niech się wszystko rozkręci.
    Uwielbiam Twoje opisy, są po prostu świetnie i szczerze Ci ich zazdroszczę..
    Jestem ciekawa, jak to ująć, co z tym domem będzie nie tak xD

    Czekam na kolejny, życzę weny i czasu do pisania!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przybywam! xD
    Sama zastanawiam się, kim jest ta tajemnicza postać. Zakładam, że to główna bohaterka, ale w innym czasie (to potwierdza moją teorię o podróżach w czasie). Równie dobrze może to być też ten przyjaciel, ale szczerze w to wątpię.
    Ma się trzymać z dala od ludzi... Tego nie jestem w stanie zrozumieć, ani odczytać. xD Przebywanie z ludźmi może pobudzić jej wymazane wspomnienia? Może coś sobie wtedy przypomnieć? xD
    Ten domek... Winter nie ma się gdzie schować, a tutaj pojawia się domek. xD Normalnie kojarzy mi się domek baby jagi. xD Uwaga, bo ją pożre! xD A tak poważnie, zastanawia mnie to, czy kogoś tam spotka. Oby tak, to będzie ciekawe. :P Może jakaś starsza osoba z jej przeszłości? Albo wróg, jeden z tamtych kolesi, który by udawał kogoś dobrego i niby jej pomagał, a jak sobie przypomni to przerąbane. xD
    Wiem jedno - musi znaleźć tą skrzynię. Tylko kiedy to będzie. Na ten moment się na to nie zanosi, ale w późniejszych rozdziałach na pewno na nią natrafi. :D
    Błędy:
    "Stająca przede mną postać wydawała się obca." - zamiast "stająca" powinno być "stojąca".
    I to tyle błędów. xD Teraz zdarzają się tylko pojedyncze. :D
    Czekam niecierpliwie na rozdział drugi. :)
    Morza weny twórczej życzę. :P
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń