wtorek, 30 sierpnia 2016

Prolog


Jest ciemno, ale staram się nie zwracać na to uwagi, uparcie mrużąc oczy, by cokolwiek dostrzec. Wprawdzie już tutaj kiedyś byłam i z zamkniętymi oczami doszłabym do swojego celu, jednak było to tak dawno, że boję się, iż pomylę drogę. Dlatego też wolę widzieć, gdzie podążam.
Deszcz, który spada z gęstych chmur, utrudnia mi widok. Co chwila klnę pod nosem, kiedy moje stopy ślizgają się na mokrych liściach, a ja z trudem utrzymuję równowagę. Torba, którą mam przełożoną przez ramię, boleśnie uderza mnie o biodro. Raz mocno, innym razem słabo — wcale nie zdziwię się, jak będę miała siniaki.
Kaptur już dawno pod wpływem biegu zleciał mi z głowy. Nie mam zamiaru go zakładać z powrotem, gdyż to nie ma sensu, ponieważ sytuacja powtórzyłaby się. Włosy mam tak mokre, że na pewno mogę wyciskać z nich wodę. Drżącą dłonią zgarniam z twarzy przylepione do czoła oraz policzków brązowe kosmyki włosów. Czuję, że mój ciepły pot miesza się z zimnymi, dużymi kroplami deszczu.
Jest mi bardzo zimno. Momentami mam wrażenie, że nogi nie wytrzymają ciężaru mojego ciała i polecę jak długa w błoto. Dłonie mam suche i spękane. Rany pieką i zapewne niektóre krwawią, jednak staram się nie zwracać na to uwagi. Mam ważniejszą rzecz do spełnienia, niż użalanie się nad sobą. Już dawno zaczęłam szczękać zębami. Żeby nie słyszeć tego dźwięku, zagryzam szczękę.
W pewnym momencie stopą zahaczam o wystający korzeń drzewa i staje się to, czego chciałam uniknąć. Ląduję na ziemi. Przy okazji boleśnie uderzam kolanem o jakiś korzeń. Wykrzywiam usta w grymasie. Od razu wydaję z siebie odgłos syknięcia, ponieważ czuję, jak centralnie na dolnej wardze, po środku, tworzy się szparka. W ustach czuję nielubiany metaliczny posmak. Warga mi pękła.
Pięścią uderzam w kałużę, która znajduje się nieopodal mnie. Zamykam oczy, kiedy brudna woda opryskuje moją twarz. Biorę głęboki wdech, by wyładować złość. Mam ochotę wyżyć się na czymś, choć doskonale wiem, że to nie czas i miejsce na takie coś.
Wstaję na równe nogi i zaczynam biec. Przez wciąż bolące kolano poruszam się wolniej. Krzywię się na twarzy, ale nie mam zamiaru zatrzymać się choćby na chwilę. Straciłam już za dużo czasu, a nie mam, jak go nadrobić, mimo że bardzo chcę. Muszę jak najszybciej zrobić to, co mam w planach, inaczej umrę. Robię to wszystko po to, by przeżyć.
Zatrzymuję się dopiero po przebyciu kolejnych trzystu metrów. Jestem już tak zmęczona, że mam ochotę położyć się i już nie wstawać, póki nie zregeneruję sił. Mogę to zrobić nawet w tym momencie, ale jestem zbyt zmarznięta. Na dworze nie ma nawet dziesięciu stopni, a ja mam na sobie tylko getry i przewiewną bluzkę z kapturem, wykonaną z cienkiego materiału — w sam raz na dość ciepłe dni. Nie chcę zamarznąć. Nie tutaj!
Powoli i ostrożnie ściągam torbę. Nie czuję palców, dlatego na początku nie jestem pewna, czy trzymam ją w dłoniach, jednak gdy do moich uszu nie dochodzi żaden dźwięk zderzenia czegoś ciężkiego z ziemią, czuję się spokojna.
Gołymi rękoma wykopuję blisko drzewa dziurę. W tym momencie po raz pierwszy cieszę się, że pada deszcz. Dzięki temu ziemia nie jest twarda, co znacznie ułatwia mi robotę — nie miałam czasu zabrać łopaty, czy czegoś w tym stylu. Uśmiecham się lekko. Gdy dół jest wystarczająco głęboki, zaprzestaję roboty. Szybko otrzepuję dłonie z błota, po czym otwieram torbę i wyciągam z niej niewielkich rozmiarów hermetycznie zamkniętą skrzynkę, wodoszczelną, odporną na... wszystko. Ostrożnie wkładam ją do wykopanego dołu, po czym z trudem przełykam ślinę i zrzucam na nią glebę. Zwilżonymi oczami spoglądam, jak chowa się pod ziemią. Wraz z tym wszystkim czuję, że odbieram jakąś cząstkę siebie. Niekoniecznie dużą, ale coś tracę.
W głębi serca mam nadzieję, że ona to znajdzie. Wiem, że będzie w tym miejscu. Innego wyjścia nie ma, ale jakiś cichy głos podpowiada mi, że to się nie stanie. Staram się go zignorować, powtarzając w myślach, że to jakieś brednie.
Tylko czy to wszystko ma jakiś sens?
Nie jestem do końca pewna, czy sterowanie jej życiem może odmienić to, co ją czeka...
Starannie uklepuję ziemię, by mieć pewność, czy na pewno cała skrzynka została zakryta. Gdy jestem już tego pewna, wstaję na równe nogi i robię krok w tył. Spoglądając w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilką była dziura, chucham na lodowate dłonie. Ciepłe powietrze, wydostające się z moich ust, otula je, powodując, że na chwilkę pozornie jest ciepło. Zagryzam suchą wargę.
— Przyjdę tu. Na pewno... — mówię nie do końca pewnie, choć staram się być przekonana co do swych poczynań.
Poprzez uderzające o ziemię krople deszczu, do moich uszu dochodzi dźwięk  przyspieszonego bicia mojego serca, kiedy w oddali słyszę dźwięk łamiącej się gałęzi. Usiłuję uspokoić oddech, co niestety nie jest łatwym zadaniem. Kieruję wzrok w stronę, z której doszedł odgłos.
Co czuję? Strach. Już nie przed tym, że wszystko może pójść nie po mojej myśli, lecz przed tym, że mnie złapią. Nie chcę przechodzić przez to, co kiedyś. Boję się. Boję się. Boję się. Boję się...
Niespodziewanie puszczam się pędem w kierunku, z którego przyszłam. Jeśli ktoś rzeczywiście mnie śledził — oby nie widział, co zrobiłam — na pewno będzie za mną biegł. Zerkam za siebie. Nie widzę nic prócz czarnych konturów drzew. Zdaję sobie sprawę z tego, że deszcz właśnie przestał padać. Nie cieszę się  z tej nowiny, ponieważ i tak wyglądam jak zmokła kura i jest mi niemiłosiernie zimno.
Wpadam na coś twardego. W momencie, kiedy chcę się odsunąć, czyjeś silne dłonie łapią mnie, uniemożliwiając dalszą ucieczkę. Zaczynam się szarpać i kopać stojącego przede mną mężczyznę, jednak ten mnie nie puszcza. Mam wrażenie, że świat jest przeciwko mnie.
— Puszczaj! — krzyczę.
— Cii. — Słyszę tuż przy uchu.
Chcę krzyknąć po raz kolejny, ale nieznajomy zakrywa mi usta. Zaczynam jeszcze bardziej szamotać się z naiwną nadzieją, że być może uda mi się uciec.
Głupia ja.
Przestaję się wyrywać, żeby dać wrogowi do zrozumienia, że wygrał. Oczami wyobraźni widzę, jak kąciki jego ust podnoszą się, a mnie ogarnia obrzydzenie.
— Grzeczna dziewczynka — szepcze mi do ucha.
Krzywię się na twarzy, kiedy na policzku czuję jego ciepły oddech. Przechodzą mnie dreszcze wstrętu.
Zabawa się skończyła.
Podnoszę nogi do góry, a górną część ciała wyginam do tyłu. Z całej siły kopię mężczyznę w krocze, co oczywiście skutkuje, a on wydaje z siebie okrzyk bólu. Mimowolnie uśmiecham się pod nosem. Korzystając z tego, że uścisk zelżał, wyrywam się i już odwracam na pięcie, żeby uciec jak najdalej, kiedy moje ciało nieruchomieje. Nie jestem w stanie zrobić nawet jednego, najmniejszego ruchu. Ze złości chcę krzyknąć, jednak tego też nie mogę. Usilnie staram się poruszyć, ale to wszystko jest na nic...
Przede mną staje młody chłopak — jego zielone tęczówki powodują, że po plecach przechodzi mnie dreszcz. Nie ten, który mnie złapał. Jest to bardzo znana mi osoba. Mój przyjaciel. Przyjaciel, który jest z nimi. Nie, nie zdradził mnie, bo zrobili mu pranie mózgu, ale to i tak boli. Widzę jego twarz, na której pojawia się wyraz obojętności. To jeszcze bardziej boli i zbiera mi się na płacz. Mam wrażenie, że ktoś wyrywa mi kawałek serca i nie chce go oddać. Jeszcze nigdy nie czułam się tak opuszczona.
On mnie nie poznaje
W gardle pojawia mi się wielka gula. Wargi mi drżą. Usilnie przełykam łzy. Nie chcę dopuścić do tego, żeby oni je widzieli. Nie dam im tej satysfakcji. Chcieli mnie zranić? Udało im się. Doskonale wiedzieli, jak to zrobić.
Po moim policzku niestety spływa łza. Chcę ją otrzeć, nim ktoś zobaczy, że płaczę, ale nie mogę ruszyć dłonią. Przeklinam w myślach. Gdyby chłopak był sobą i dowiedział się, że przez niego mnie złapali...
— Sądziłaś, że nam uciekniesz? — Słyszę znienawidzony głos.
Wsłuchuję się w ciężkie stąpanie. Chwilę później widzę przed sobą mężczyznę w podeszłym wieku, który obrzydliwie uśmiecha się. Mam wielką ochotę plunąć mu prosto w twarz, a jeszcze większą, by go zabić. Za te wszystkie krzywdy, jakie wyrządził.
— Nie spodziewałaś się nas, prawda? — Zgarnia za ucho moje niesforne kosmyki włosów, które wydostały się z kucyka, a następnie ociera kolejną łzę z mojego policzka i uśmiecha się.
Nie, nie spodziewałam.
Właśnie zastanawiam się, jakim cudem znaleźli się tu, gdzie ja. Nie popełniłam żadnego błędu, także nie byli w stanie pójść za mną... A jeśli... Nie. Nie, nie, nie, nie! Gdy mnie złapali... Wtedy musieli... Nie. To niemożliwe!
Gdyby nie to, że jestem unieruchomiona, na mojej twarzy odbiłoby się zszokowanie, niedowierzanie, a przede wszystkim złość i chęć mordu.
— A teraz sprawisz, że wrócimy — mówi nakazującym tonem.
Już mam się pytać, jak niby mam to zrobić, ale w tym samym momencie upadam na ziemię, nie mogąc złapać równowagi. Ląduję tuż przy czyichś stopach — zapewne jego. Przełykam ślinę.
— Pieprz się — mówię, kiedy mam chwilowy przypływ odwagi, którą szybko tracę...
Czy wszystko jest stracone?
Hejo kochani! :3
Witam Was na moim nowym blogu! No cóż... Coś wzięło mnie na pisanie nowej historii. Wprawdzie to nie planowałam tego. Samo tak wyszło xD
Tym razem nie jest to fantastyka. Zaskoczeni? Zapraszam tym razem na science fiction! :D
Pomysł na historię wziął się podczas oglądania jednego z seriali, jednak nie powiem jaki to, ponieważ wtedy, chyba, wyszedłby jeden z głównych wątków... Kiedyś powiem. Jak dojdziemy to tego wątku (mam nadzieję, że nie zapomnę).
Co sądzicie o prologu? Ja w sumie nie mam żadnych pytań, także... No.
O rany. Coś ciężko idzie mi to pisanie o.O Dlatego też kończę, póki nie zaczynam mówić głupot xD
Do napisania! xoxo :*
PS Rozdział pierwszy za dwa tygodnie? Ale to nie jest pewne. Zobaczymy, jak będzie ze szkołą :)
PS 2 Wiem, wiem. Jakaś dzisiaj nieogarnięta jestem xD
PS 3 Prolog czytałam dużo razy. Może choć ten jeden raz nie będzie błędów. No zobaczymy :3
PS 4 O rany. To już czwarta dopiska xD Nie wiem ile będzie części, bo nie mam pojęcia, na ile rozdziałów rozłoży się historia.
Maggie

8 komentarzy:

  1. Jak na pierwszą próbę pisania w czasie teraźniejszym, nie jest źle :D
    I... Cóż. Na razie niewiele z tego wiem, mam mnóstwo pytań bez odpowiedzi, dlatego ograniczę się jedynie do zapewnienia, iż czekam na pierwszy rozdział xD Może tam się coś wyjaśni ;)
    Czym się zainspirowałaś? O.o Dlaczego nic mi nie przychodzi do głowy? xD
    Były dwa błędy (albo trzy?), ale że piszę z telefonu, niestety nie pomogę :3
    I science fiction należy do fantastyki, więc... :P Wtopa! xD
    Weny życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaintrygował mnie adres bloga i postanowiłam wejść. :)
    Teraźniejszość? Ciekawe, ja nigdy się na to porwę :D Jakoś mnie to nie jara i nie potrafię :D Wolę czas przeszły ;) Ale tobie wyszło fajnie.
    Seriali mówisz... hmm, no to nie zgadnę, bo jedynie seriale jakie oglądam (nieregularnie) to The Walking Dead i Wayward Pines :D
    Zaczyna się ciekawie, ale poczekam do rozdziału pierwszego, żeby bardziej sie wypowiedzieć <3 <3 <3 Weny

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem bardzo ciekawa jakim serialem się inspirujesz. :D
    Zapowiada się bardzo ciekawie. I właściwie nie mam pojęcia co więcej napisać. Nie lubię pozostawiać oklepanych komentarzy,a jeszcze dodatkowo nie mam dziś weny na ich pisanie. Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Pod pierwszy rozdziałem rozpiszę się na pewno bardziej ;)
    Życze duuużo weny! Pozdrawiam :)
    http://bigxliar.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Prolog cudny, ten klimat grozy...
    Wzbudza mnóstwo pytań - nie wiem ani kim jest dziewczyna, ani napastnicy - chyba, że czegoś nie zrozumiałam :D
    Kim jest ten tajemniczy chłopak?
    Pewnie wszelkie wątpliwości rozwiejesz w kolejnych rozdziałach :)
    Pozdrawiam :)

    ukryci-wiezniowie-iluzji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, wow i jeszcze raz wow! Już czuję, że będzie to świetne opowiadanie. No i narracja pierwszoosobowa, czyli coś co uwielbiam ;) Początek skojarzył mi się z grą "Life Is Strange", ale wiem, że nie znasz tej gry. Musisz mi wybaczyć, ale ostatnio dużo rzeczy z tym kojarzę. Prolog wyszedł Ci cudowny, nie mogę doczekać się pierwszego rozdziału, kiedy wyjaśni się kim oni wszyscy są.
    http://hamster-and-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dotarłam!
    Jak sama wiesz, ja i komentowanie prologów nie idzie nigdy w parze xD
    Nie wiem czemu,jakoś nie umiem się rozpisać o prologu.
    Twój jest wyjątkowo (jak na prolog) długi. Ciekawie się zaczyna, sam dobór bohaterki.. Cos czuję że pokocham to bardziej Nathana ;)
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow no cześć!
    Sama nie widziałam błędów chyba wszystko będzie dobrze! Zapowiada się ciekawie i faktycznie nie tym razem fantastyka! Trzeba próbować wszystkiego pokolei!
    Pozdrawiam i lecę na 1 rozdział. ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Hellow!
    Po takim czasie dopiero daję radę, aby przeczytać rozdziały na tym blogu. Sama rozumiesz - nauka. ;x
    Sama nie wiem, co mam sądzić o tym rozdziale. xD Niewiele mi on mówi. Ta dziewczyna może być główną bohaterką, która straciła pamięć, ale równie dobrze może to być inna osoba (bliska dla niej), której chce przypomnieć wszystko.
    Ci mężczyźni.... Wyprali mózg jej przyjacielowi i ją na pewno też to spotka. Jeśli ona nie jest główną bohaterką, to osoba, której chce pomóc, dla której zakopała tą skrzynkę, może dać radę ją ocalić. xD
    Teraz wracamy? Nasuwają mi się podróże w czasie... A może... To jest główna bohaterka, ale przeczuwając, że stanie jej się coś złego, zakopała dla siebie skrzynkę, aby wszystko sobie przypomnieć? Ale to by były jaja! xD
    Błędy:
    "U ustach czuję nielubiany metaliczny posmak." - zamiast "u" powinno być "w".
    W sumie tylko ten jeden zobaczyłam. Czyli wychodzi na to, że błędów tutaj nie ma w tym rozdziale, poza tym jednym, który wypisałam. :D
    Lecę czytać pierwszy rozdział. Może znajdę częściowo odpowiedzi na swoje pytania w nim? xD Na to liczę. :P
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń